więcej informacji Chcesz dowiedzieć się więcej? Odwiedź blog.

Stanowski vs Zieliński: perowskity Saule, „fabryka” i telefon, który odpalił cały konflikt

Perowskity, telefon i fabryka, której nie było. Wieczór w Kanale Zero, który wymknął się spod kontroli

Zaczęło się jak zwykle: odliczanie, „dobry wieczór”, wejście w temat.
Tyle że tym razem prowadzący od razu dał do zrozumienia, że to nie będzie spokojny wywiad.
Krzysztof Stanowski powiedział o telefonach, które „przechodzą do historii” — na chwilę,
jako wydarzenie tygodnia. I dodał, że jeden z takich telefonów miał miejsce właśnie tutaj.

W studiu siedział Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy.
Kilka dni wcześniej zadzwonił na antenie do Olgi Malinkiewicz i rzucił propozycję spaceru
„bez świadków”, „ciemną nocą” w stronę Łazienek. Dorzucił też komentarz, że nie powinna być
„tak głupia”, by z zaproszeń nie korzystać.
Stanowski nie owijał w bawełnę: zwykle takie telefony ludzie odbierają z uśmiechem,
ale tu — w odbiorze widzów — wybrzmiał podtekst. I to był powód, dla którego temat nie zniknął.

Już na starcie było jasne, że ten wieczór będzie miał dwa równoległe wątki.
Pierwszy — reputacyjny: telefon, przeprosiny, wiarygodność.
Drugi — merytoryczny: perowskity, Saule, pieniądze i produkcja.
A między nimi napięcie, które co chwilę wracało.


„Zrobiłem kompletną głupotę”

Zieliński nie próbował kluczyć.
Powiedział wprost, że zrobił „kompletną głupotę”, że nikt go nie zmusił do przyjścia do studia
i że bierze za to pełną odpowiedzialność.
Padło też słowo rzadkie w medialnych wystąpieniach: „żałosny telefon”.
Użył go sam.

Po chwili spróbował jednak przejść dalej.
Powiedział, że chętnie porozmawia o perowskitach i o projekcie, bo „dzieje się”.
Stanowski przerwał. Najpierw chciał uporządkować wersje, które krążyły wcześniej:
koncert, dentysta, „piwo”, różne godziny.
Poprosił o jedną, spójną opowieść.

Zieliński opisał swoją sekwencję: środowy zabieg stomatologiczny z analgosedacją,
ponad 20 godzin kiepskiego samopoczucia, cukrzycę typu 1 i wysoki poziom cukru,
stres i dziesiątki SMS-ów o „pomówieniach”.
W czwartek był koncert, wcześniej dentysta, dzień był ciężki.
„Odpaliłem się. Wyszło jak wyszło.”

Padły przeprosiny — dla tych, którzy poczuli się urażeni, oraz wzmianka o żonie.
Stanowski spiął ten fragment zdaniem, które wracało później wielokrotnie:
„felerne zbiegi okoliczności” — bo jedno to telefon,
a drugie to to, co wydarzyło się w życiu Olgi Malinkiewicz i w projekcie perowskitowym.


Dwie tezy i „trzecia wersja”

Po tym wstępie prowadzący przeszedł do pytania, które brzmiało jak wybór między dwoma złymi odpowiedziami.
Po co Zielińskiemu i jego wspólnikom było wejście w Saule?
Albo porwali się na projekt, którego nie byli w stanie unieść,
albo mieli złe intencje od początku.

Zieliński odrzucił oba scenariusze.
Zaprzeczył, że technologia została zniszczona.
Powiedział, że to nie jest historia „złych ludzi”.
Jednocześnie użył słowa, które stało się osią jego narracji:
technologia jest „poturbowana”,
bo przez lata uprzemysłowienie i komercjalizacja nie nadążały za marketingiem.

Mówił o 11 latach pracy i kwocie bliskiej 300 mln zł.
O komunikatach z 2021 roku w tonie „mamy fabrykę, produkujemy”.
I o tym, że w rzeczywistości przeniesiono — jego zdaniem —
20–40% procesu, ale nie wyprodukowano ani jednego modułu „od A do Z” na linii.


Laboratorium, które działało

W jednym punkcie sporu właściwie nie było.
Zieliński podkreślał, że nie da się nikomu odebrać dorobku naukowego:
ani Oldze Malinkiewicz, ani jej zespołowi.
Mówił o latach pracy w laboratorium i o demonstratorach,
które przez długi czas robiły ogromne wrażenie.

Za każdym razem pojawiał się jednak ten sam dopisek:
laboratorium to nie fabryka.


Światło, dioda i granica produkcji

Na stole pojawiła się próbka.
Moduł zbierał światło sztuczne i zasilał diodę.
Po odwróceniu — efekt znikał.

To był moment, w którym nie trzeba było nic tłumaczyć.
Działało.

Zieliński przyznał: tak, to działa, i tak — to jest zrobione w laboratorium
przez zespół o wysokich kompetencjach.
Po czym postawił granicę:
to, że próbka działa, nie oznacza jeszcze, że istnieje produkcja.


„Od A do Z”: gdzie kończyła się linia

Zieliński opisywał linię jako zestaw stacji:
folia, cięcie, oczyszczanie, nadruk, krystalizacja.
Ten fragment procesu działał na hali.

Potem — jak twierdził — „kończyła się produkcja przemysłowa”.
Kawałek wracał do laboratorium, gdzie był laminowany, cięty,
dostawał elektrody, a reszta procesu odbywała się ręcznie.

Na początku 2025 roku oceniał poziom uprzemysłowienia na około 70%.
I wtedy padło zdanie, które wracało wielokrotnie:
70% to nie 100%, a w przemyśle musi być 100%.

Metafora była prosta:
fabryka działa jak piekarnia — coś wychodzi w sposób powtarzalny.
Laboratorium to „chleb babci” — znakomity, ale jednostkowy.


2020: „to nie był startup na wczesnym etapie”

Zieliński wrócił do roku 2020.
Twierdził, że Columbus nie wchodził w projekt na etapie „sprawdzimy, czy się uda”,
ale w przedsięwzięcie, które wyglądało jak finisz.

Było pełne laboratorium, była hala, były maszyny
i była obietnica produkcji do 40 tys. m² rocznie.
Columbus zainwestował 45 mln zł,
licząc na szybkie domknięcie procesu i rolę wyłącznego dystrybutora.


Maj 2021: fabryka, filmiki i wiara

Otwarcie fabryki w maju 2021 roku miało rozmach.
Zieliński przyznał, że wtedy on i wielu innych wierzyli,
że linia już produkuje albo „zaraz zacznie”.

Dziś oceniał to jako moment,
w którym komunikacja wyprzedziła rzeczywistość.
Nie ze złej woli — raczej z nadziei, że technologia dogoni obietnicę.


Audyt, którego zabrakło

Stanowski zapytał wprost, czy można włożyć dziesiątki milionów
bez audytu technologicznego.

Zieliński odpowiedział „tak i nie”.
Mówił o due diligence prawnym i księgowym,
ale przyznał, że nie udało się sprowadzić zewnętrznych ekspertów,
bo Saule nie chciało nikogo wpuścić w obawie o know-how.
I — jak mówił — ten argument go przekonał.


Złotówka jako symbol

Gdy rozmowa zeszła na przyszłość projektu,
pojawiła się „złotówka”.

Zieliński tłumaczył, że była symbolem,
a nie realną wyceną.
Chodziło o przejęcie projektu przez kogoś
z dużym budżetem i cierpliwością —
„przemysłowców”, którzy dowiozą produkcję.


Wykup i spór o realność oferty

Wątek wykupu wracał kilkakrotnie.
Zieliński mówił, że oferta nie była realna,
bo oznaczałaby oddanie akcji Columbusa „za 1 zł”.
Jednocześnie przyznawał,
że gdyby ktoś oddał wszystkie pieniądze,
zamknąłby temat w 24 godziny.


TÜV, maile i list pracowników

Padł też wątek certyfikatu TÜV.
Stanowski i Zieliński przedstawiali sprzeczne wersje
pochodzenia próbek.
W pewnym momencie padło zdanie:
„No to ktoś kłamie”.

Potem pojawiły się zestawienia:
maile o rękawiczkach i BHP kontra maile o milionach sztuk.
Zieliński odpowiadał, że po 11 latach i setkach milionów
problem nie sprowadza się do rękawiczek,
tylko do domknięcia procesu.

List czterech osób z Saule,
krytykujący Columbus,
dopełnił obrazu konfliktu,
który dawno wyszedł poza jeden telefon.


Telefony do studia i obietnica

Gdy otwarto linie,
pojawiły się emocjonalne głosy.
W tym Dawid Kmiecik z Nexity,
który opowiedział o swoim sporze z Zielińskim,
oraz byli pracownicy mówiący o agresywnych metodach sprzedaży.

Na koniec Stanowski zaproponował gest:
zdjęcie komornika z kont Olgi Malinkiewicz.
Zieliński obiecał, że zrobi to następnego dnia
i zaprosił ją na rozmowę „jeden na jeden”.


Co zostało po tym wieczorze

Nie padł wyrok.
Nie pojawiła się prosta odpowiedź „kto zawinił”.

Został za to bardzo czytelny obraz:
technologia, która działa w laboratorium,
i projekt, który utknął na progu fabryki.
Między ambicją a skalą.
Między opowieścią a produkcją.

I być może właśnie to — a nie jeden niefortunny telefon —
okazało się w tej historii najważniejsze.


Źródło:
[https://www.youtube.com/watch?v=X7iP61pa6GE]
Kanał Zero – „Godzina Zero”: Krzysztof Stanowski i Dawid Zieliński (15.12.2025)